Tuż przed zachodem słońca,
Wieczorem, gdy już ciemno,
Są chwile, gdy bez końca chcesz
Spacerować ze mną.
Cały dzień, całą noc, /bis
Długi dzień, długą noc, /bis
Pragnę znów, pragnę znów,
Mówić tak, mówić tak,
Czekać znów, czekać znów
Na Twój gest, na Twój znak.
Tuż po zachodzie słońca,
Wieczorem, gdy już ciemno,
Będę czuwał bez końca
W długą noc bezsenną.
Cały dzień, całą noc, /bis
Długi dzień, długą noc, /bis
Pragnę znów, pragniesz znów,
Mówić tak, mówić tak,
Czekać znów, czekać znów
Na Twój gest, na Twój znak.
Gdzieś w hotelowym korytarzu krótka chwila,
Splecione ręce, gdzieś na plaży oczu błysk,
Wysłany w biegu krótki list,
Stokrotka śniegu, dobra myśl -
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust Twych.
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach,
Kropelka żalu, której winien jesteś ty;
Nieprawda, że tak miało być,
Że warto w byle pustkę iść -
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust, braku słów.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust Twych.
Odloty nagłe i wstydliwe, nie zabawne,
Nic nie wiedzący, a zdradzony pies czy miś.
Załośnie chuda kwiatów kiść,
I nowa złuda, nowa nić -
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust, braku słów.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust Twych.