Gdzieś w hotelowym korytarzu krótka chwila,

Splecione ręce, gdzieś na plaży oczu błysk,
Wysłany w biegu krótki list,
Stokrotka śniegu, dobra myśl -
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust Twych.

Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach,
Kropelka żalu, której winien jesteś ty;
Nieprawda, że tak miało być,
Że warto w byle pustkę iść -
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust, braku słów.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust Twych.

Odloty nagłe i wstydliwe, nie zabawne,
Nic nie wiedzący, a zdradzony pies czy miś.
Załośnie chuda kwiatów kiść,
I nowa złuda, nowa nić -
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust, braku słów.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust Twych.


Taka jak Ty...

Taka jak Ty...

Wśród tylu dziewcząt na świecie
Tyle jest
Tak miłych i pięknych, że aż
Dziwisz się.
Ale mnie nie obchodzi żadna z nich,
Tylko taka jak Ty.

Tak jak Ty...
Taka jak Ty...

Nie musi być najładniejsza
Ani też
Nie musi być najzgrabniejsza:
Wierz mi, wierz.
Nie musi oczu mieć takich jak każda z nich,
Tylko takie jak Ty.

Jedni chcą tylko te
Najładniejsze, innych nie.
Ale ja tylko z taką chciałbym być,
Tylko z taką jak Ty.

Z taką jak Ty...
Z taką jak Ty...
Z taką jak Ty...