Kiedy wrócą ptaki
Do mazurskich gniazd,
Ruszaj tam, gdzie już żeglarze
Płyną szlakiem gwiazd.
Wróćmy na jeziora,
Na wędrowny rejs;
Znajdziesz tam cel swojej drogi
Wśród szumiących drzew.
Białe żagle,
Szmaragdowa toń,
A przy tobie
Przyjaciela dłoń.
Wrócisz tam z gitarą,
Gdzie ogniska blask.
Zostań tu, noc śpi w szuwarach,
Pieśni słucha las.
Wróćmy na jeziora,
Na samotny brzeg.
Zostań tu, gdzie las i woda,
Masztów cichy śpiew.
Białe żagle,
Które kryje mgła.
I nic nie mów,
Bo przygoda trwa. /bis
Wróćmy na jeziora,
Gdy zapadnie mrok.
Znajdziesz tu swoją przygodę,
Wrócisz tu za rok. /bis
Zagubiony na pustyni nie miał już
żadnej nadziei na ratunek.
Dniem towarzyszyło mu słońce, nocą - gwiazdy.
Consuela to było imię jego dziewczyny ...]
Już na wieki w morzu piasku zagubiony
Patrzę w niebo, które zamknąć można w dłoni
I o Tobie ciągle myślę, Consuelo ...
Razem z morzem, które wyschło, ale żyło,
Razem z sercem, co dla Ciebie zawsze biło,
Żegnam Ciebie w moich myślach, Consuelo.
Piach zasypie nasze ślady,
Consuelo,
Wiatr poniesie nasze słowa
Tam, gdzie nie był nikt,
Tylko myśli nasze się spotkają gdzieś
Pośród piasków niedostępnych wydm.
Kiedy znów nadejdzie świt
Zagubiony w morzu zasp,
Nie odnajdzie nas już nikt,
Nie odnajdzie nas,
Ale myśli nasze spotkają się gdzieś
Pośród piasków niedostępnych wydm.
Razem z wiatrem, który ucichł ponad ziemią,
Z marzeniami, które teraz nic nie zmienią,
Żegnam Ciebie w moich myślach, Consuelo ...
Kiedy znów nadejdzie świt
Zagubiony w morzu zasp,
Nie odnajdzie nas już nikt,
Nie odnajdzie nas,
Ale myśli nasze spotkają się gdzieś
Pośród piasków niedostępnych wydm.
Nasze drogi, nasze losy się nie zmienią;
Już nas morza i pustynie nie rozdzielą ...
Żegnam Ciebie w moich myślach, Consuelo ...
Gdzieś w hotelowym korytarzu krótka chwila,
Splecione ręce, gdzieś na plaży oczu błysk,
Wysłany w biegu krótki list,
Stokrotka śniegu, dobra myśl -
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust Twych.
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach,
Kropelka żalu, której winien jesteś ty;
Nieprawda, że tak miało być,
Że warto w byle pustkę iść -
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust, braku słów.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust Twych.
Odloty nagłe i wstydliwe, nie zabawne,
Nic nie wiedzący, a zdradzony pies czy miś.
Załośnie chuda kwiatów kiść,
I nowa złuda, nowa nić -
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust, braku słów.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust Twych.