Chciałbym tak z Dylem Sowizdrzałem
Dzień za dniem przed siebie drogą iść.
Ale dziś lekcje mam i znów siedzę tu
A czas mija wciąż, jak na złość.
Chciałbym tak kochać jak Romeo,
Długo w noc pod domem Julii stać.
Ale ty nie chcesz mnie i wciąż inny ktoś
Co noc śpiewa ci, jak na złość.
Czy źle mieć marzenia?
Kto nie ma ich dziś?
Czy źle mieć marzenia?
Każdy chyba jakieś ma?!
Chciałbym też, by wróciło lato,
Żeby świat słońca ujrzał blask.
Ale dziś pada deszcz i wiatr chmury gna,
A czas mija wciąż, jak na złość.
Chciałbym tak z Dylem Sowizdrzałem
Dzień za dniem przed siebie drogą iść.
Ale dziś lekcje mam i znów siedzę tu
A czas mija wciąż, jak na złość.
Chciałbym też... Wiele jeszcze chciałbym,
Ale już na ziemię wracać czas.
Wracać do tego łódką pamięci,
Rudym kasztanem skaczącym ścieżką,
Gorzkim zapachem dymu i mięty;
Wracać do tego, co już odeszło ...
Wracać do tego przez wielką ciszę,
Lata połączyć, wspomnienia, listy ...
W szepcie strumienia nagle usłyszeć
Słowa powitań i miłości.
[-murmurando-]
Wracać do tego, co już odeszło,
Co się w pamięci od lat nie zmienia.
Iść dniem i nocą, w wietrze i deszczu
I szukać tego, czego już nie ma ...
[-wokaliza-]
Iść dniem i nocą, w wietrze i deszczu
I szukać, czego nie ma ...
[-murmurando-]
Wierzby przydrożne biją pokłony
Ludziom na polach, nisko schylonym.
Ludzie prostują plecy przygięte;
Ponad polami wiatr ku nim biegnie
Pieśnią od pól, pieśnią od łąk.
Mają dla siebie serca człowiecze,
Radość najprostszą, prostą jak szczęście.
Dzielą się dobrym słowem nadziei
Stając się pieśnią, pieśnią o ziemi,
Pieśnią od pól, pieśnią od łąk.
Słuchaj! Słuchaj! Słuchaj!
Ponad wzgórzami, ponad równiną
Wiatr niesie pieśń, o ziemi pieśń.
Słuchaj ... Słuchaj ...
A gdy się niebo schyla nad drogą
W próg swego domu zmęczeni wchodzą.
Dni, które były, dni, które będą -
Pieśnią budują, pieśnią codzienną,
Pieśnią od pól, pieśnią od łąk.
Słuchaj! Słuchaj! Słuchaj!
Ponad wzgórzami, ponad równiną
Wiatr niesie pieśń, o ziemi pieśń.
Słuchaj ... Słuchaj ... Słuchaj ...